Utracjusze literatury

„Utracjusze literatury” to fotograficzna opowieść o losach czytelników, dla których nie ma już ratunku. To historia osób, które zatraciły się w czytaniu beznadziejnie i bez pamięci!

To opowieść o czytoholikach, którzy skłonni są wydać ostanie pieniądze na celulozowy narkotyk – zaledwie chwilową przepustkę do nieistniejącego świata kolorów i namiętności, po której lada moment następuje drastyczny stan abibliofobii[1], który ściąga każdego utracjusza w depresyjną otchłań nieczytania.

Zaczyna się to całkiem niewinnie. Od zarwanej nocy nikt przecież jeszcze nie umarł… Książki ułożone w misterne piramidki pod balkonowym kwietnikiem odciążają przecież tylko niemłodą już meblościankę. Wkrótce jednak zapalają się kolejne ostrzegawcze lampki: znikające z garażu auto – wszak stal, aluminium czy lakier mają ewidentnie większą odporność na deszcz i zimno niż celuloza. Z mieszkania usuwane są niepotrzebne sprzęty: w miejsce wanny pojawia się ustawiona na książkowej kolumnie miednica do podmywania jedynie newralgicznych okolic, przepastne łóżko ustępuje miejsca wąskiemu materacykowi ułożonemu u bram papierowego labiryntu…

Przychodzi taki moment, kiedy książkoholik zaczyna czytać nieodpowiedzialnie.

Scenariusz tego uzależnienia jest tylko jeden i nie zależy od wieku, płci czy wykształcenia. Każdy bibliofil porusza się w tym schemacie z precyzyjną i wręcz banalną dokładnością. Niechęć do powrotów do rzeczywistości, kompulsywne kupowanie i wypożyczanie (coraz rzadziej uwieńczone terminowym zwrotem), książki poutykane we wszelkich możliwych zakamarkach, by przyjmować tam nowe funkcje kwietników, podstawek, przepierzeń czy trzymadeł.

Aktywność zawodowa i rodzinna utracjusza literatury z roku na rok coraz bardziej redukuje się do niezbędnego minimum – w końcu podtrzymuje on już tylko podstawowe czynności, przemyka przez życie chyłkiem, żeby móc zaraz znów zatracić się w czytaniu. Kiedy nikt nie patrzy, utracjusz ukradkiem wciąga rzędy liter, z czasem nawet grad spojrzeń otoczenia przestaje stanowić przeszkodę. Czytanie w podróży, w metrze czy w autobusie to oczywistość. Coraz częściej odnotowuje się jednak zdjęcia z radarów policyjnych z widoczną rozłożoną na kierownicy pędzącego pojazdu książką, powiewające strony oplecione wokół trzymających je dłoni pojawiają się jak grzyby po deszczu na satelitarnych zdjęciach dachów i masztów, rozłożone tomy na kolanach kasjerek i operatorów wózków widłowych przestają kogokolwiek dziwić… Pogotowie ratunkowe notuje rosnące statystki utraty czytającej ręki przy maszynie, zakrztuszenia się zadrukowaną kartką, niebezpiecznego owinięcia okładki wokół kostki podczas jazdy rowerem. Wyjątkowo notoryczne mole książkowe w zaczytaniu odbierają z przedszkoli i żłobków nieswoje dzieci, a współczynnik rozbitych rodzin z roku na rok szybuje coraz wyżej.

Naukowcy są bezradni, twierdząc, że utracjusze literatury, czytoholicy i wszelkiej rasy mole książkowe cieszą się lepszą pamięcią, koncentracją i zasobem słów. Badacze twierdzą również, że czytanie książek to najprostszy sposób na redukcję stresu. Angażuje ono mało dostępne na co dzień obszary w mózgu odpowiadające za empatię, przez co pozwala na lepsze rozumienie świata i ludzi. Książki czytane do poduszki wyciszają układ nerwowy i poprawiają następujący po czytaniu sen. Zaledwie kilka minut dziennie wystarczy, aby zauważyć realne korzyści dla zdrowia i intelektu. 

A Ty, jakim utracjuszem literatury jesteś i co zamierzasz zrobić ze swoim uzależnieniem?

                                                                                                                                                        Łukasz Pepol  


[1] abibliofobia – (z greckiego a- – brak, biblion – książka, phobos – strach) to lęk przed tym, że zabraknie nam czegoś do czytania. Dotyka ona przede wszystkim moli książkowych, którzy obawiają się, że przeczytają wszystkie posiadane książki i zostaną bez lektury.

KONTAKT